Nie, nie chodzi w tym szaleństwie o imprezy, zabawę i relaks, ale o nawał pracy. Tak się zawsze składa, że albo nie ma nic, a jak już się coś pojawi to wszystko na raz! Ubiegły tydzień zakończył się dwiema nieprzespanymi nocami i całymi dniami dłubania. Otwiera się nowa galeria, nie wiem kiedy ruszy, ale skoro mi zaproponowano bym tam małe co nie co wstawiła, to trzeba było zabrać się do dzieła, bo akurat nic wolnego nie miałam. Robiłam kolczyki z „Linii natury”. Miało być tylko dla tej galerii, ale ja lubię sprawiedliwość, więc robiłam do kilku, tak by było po równo i jeszcze takie dla siebie, bym miała co pokazać moim stałym klientkom. Jakby tego było mało to powstała potrzeba uszycia kilku dodatkowych „Fotomisiaków”. Wyglądają one niewinnie, ale jest przy nich ogrom pracy. Nie wiem, czy ja kiedyś wymyślę coś co się łatwo i szybko robi. Chyba nie. Jakieś fatum wisi i ja projektuje zawsze bardzo pracochłonne rzeczy. Już w liceum to zauważyłam. Wszyscy mieli pokończone ćwiczenia a ja w połowie, bo Ola umyśliła coś, co wymaga całkowitego poświęcenia, siebie, czasu i pracy. Jak wspomnę dyplom z liceum, tydzień nieprzespany, ostatnia noc spędzona w klasie, z wrzeszczącą nauczycielką nad głową, że nie zdążę! Ale zdążyłam nawet wrócić do domu, umyć się i ubrać na obronę:) A gdy wracałam po tej nocy w klasie, znalazłam na ulicy karę AS i to chyba była wróżba, bo zdałam z wyróżnieniem, więc opłaciło się. To samo było na studiach, wszyscy już ćwiczyli mowy przed obroną, a ja ślęczałam do ostatniej chwili i kończyłam to, co sobie wymyśliłam, ale też się opłaciło, chyba... Tak marzę, że kiedyś wymyślę coś mało pracochłonnego. A tymczasem pokażę coś nowego, wymyślonego jakiś miesiąc temu, a zrobionego, gdzieś pomiędzy kolczykami a misiami. Ot! Skarpety! Heh no tak skarpety to nie wymysł Oli głowy, ale moje są w rozmiarze 39!... minimetrów.
Zdjęcia kolczyków i misi wstawię zapewne przy następnym wpisie. Ze zdjęciami ogrom pracy więc to potrwa. Teraz pokazuję te wełniane skarpety, na mini drutach robione. Mama mnie nauczyła je dziergać, bo do tej pory ja tylko szaliki robiłam;) Musiała wszystko wyliczyć, oczka obliczyć i cały czas pilnować, bo ja jako matematyczna niedojda obracałam tylko drutami. Tak więc moja mama jest mózgiem tej skarpecianej operacji... a ja? No cóż, narzędziem:) Pomysł na te skarpety, był konsekwencją zrobienia na szydełku pewnego szczura, który jako, że marzły mu stopy musiał mieć takie właśnie skarpety! Szczur wędrowny imieniem Rattus wywędrował, a pomysł na skarpety został. projekt chroniony prawem autorskim, proszę nie kopiować wzoru AG








Niesamowite sa te mini-skarpety.Tylko szkoda,ze RATTUSA juz nie ma,bo musialby w nich wygladac calkiem zabawnie.Pewnie bedziesz musiala w nie wpasowac COS INNEGO,lub tez KOGOS INNEGO.
OdpowiedzUsuń na zawszeJesli chodzi o 'stawianie poprzeczki' ja takze zawsze ja kopne w gore a potem nie moge doskoczyc a tymczasem ambicja mi nie pozwala pod nia przejsc,wiec skacze a potem sie okazuje,ze jest jeszcze spory zapas:-)
wymysly miewalam nie z tej planetki,w dodatku UPIOR jestem uparty i jak czyms sobie glowe nabije to musze to wykonac nawet,gdybym miala nie spac przez tydzien i czasami podczas takiej zmudnej i detalicznej robotki lepiej bez kija do mnie nie podchodzic bo offukne za bezdurno:-)
Hejka...bo sie rozpisalam..ale ciesze sie,ze dajesz znak zycia...Nabilas mi glowe tymi skarpetami...ale..CO..ja bym w nie wpasowala?Tilde? a moze zrob cztery-wpasujemy stopki mojej Kropki...iiiiii.....:-)))
Papapapaaaa------>caluskow 222------>od psianki z DK:-)