Od początku września mówię sobie "Ola, pamiętaj o blogu!"
No i oczywiście pamiętam, ale co z tego? Tak łatwo jest się odzwyczaić od regularności. Nie wiem, albo nie mam co pokazywać, albo odzwyczaiłam sie od pokazywania tego, co wymodziłam:) Myślałam, myślałam i przypomniałam sobie moje matrioszki. Zrobiłam je jak jeszcze słońce pamiętało do czego jest stworzone, bo np dziś w ogóle nie pamięta i z nieba leje sie coś dziwnego. Właśnie, właśnie, jest na co zgonić - pogoda! Chyba nie lubię deszczu. Wszystko co zimne i mokre... W każdym razie, wtedy było cieplutko, więc mogłam wsadzić ręce w mokry(!) gips, mokry klej, w mokre farby i sporządzić takie oto matrioszki. Strasznie długo się je robiło, ale się zrobiło i proszę. Matrioszki "po mojemu"!
Pstrąg pieczony z warzywami i ziołami
47 min temu








Jak dla mnie bomba!! Cudowne są, aż chce się człowiekowi uśmiechnąć...:)
OdpowiedzUsuń na zawszePiękne, całkiem inne niż tradycyjne, ale pełne uroku. I wykonane perfekcyjnie ! Podziwiam :) i czekam na nowe wpisy.
OdpowiedzUsuń na zawszeŚliczne :) bardzo lubię matrioszki w oryginale ale te przebijają wszystkie inne :)
OdpowiedzUsuń na zawszei dont really like the rain. any cold wet thing. i dont really.
OdpowiedzUsuń na zawszea matrioszki śliczne :)
Ja lubie deszcz...za oknem:-)
OdpowiedzUsuń na zawszeTwoje Matrioszki sa wyjatkowe-nikt takich jeszcze chyba nie zrobil:-)
Maja bardzo optymistyczne kolorki.
Wracaj,Olu wracaj-lubie,kiedy Jestes:-)
-Pozdroweczka-od psianki-