czwartek, 30 września 2010

Trudne powroty...

Od początku września mówię sobie "Ola, pamiętaj o blogu!"
No i oczywiście pamiętam, ale co z tego? Tak łatwo jest się odzwyczaić od regularności. Nie wiem, albo nie mam co pokazywać, albo odzwyczaiłam sie od pokazywania tego, co wymodziłam:) Myślałam, myślałam i przypomniałam sobie moje matrioszki. Zrobiłam je jak jeszcze słońce pamiętało do czego jest stworzone, bo np dziś w ogóle nie pamięta i z nieba leje sie coś dziwnego. Właśnie, właśnie, jest na co zgonić - pogoda! Chyba nie lubię deszczu. Wszystko co zimne i mokre... W każdym razie, wtedy było cieplutko, więc mogłam wsadzić ręce w mokry(!) gips, mokry klej, w mokre farby i sporządzić takie oto matrioszki. Strasznie długo się je robiło, ale się zrobiło i proszę. Matrioszki "po mojemu"!

projekt chroniony prawem autorskim, proszę nie kopiować wzoru AG

5 komentarze:

  1. Jak dla mnie bomba!! Cudowne są, aż chce się człowiekowi uśmiechnąć...:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Piękne, całkiem inne niż tradycyjne, ale pełne uroku. I wykonane perfekcyjnie ! Podziwiam :) i czekam na nowe wpisy.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Śliczne :) bardzo lubię matrioszki w oryginale ale te przebijają wszystkie inne :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. i dont really like the rain. any cold wet thing. i dont really.


    a matrioszki śliczne :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. Ja lubie deszcz...za oknem:-)
    Twoje Matrioszki sa wyjatkowe-nikt takich jeszcze chyba nie zrobil:-)
    Maja bardzo optymistyczne kolorki.
    Wracaj,Olu wracaj-lubie,kiedy Jestes:-)
    -Pozdroweczka-od psianki-

    OdpowiedzUsuń na zawsze